platforma blogowa portalu gazeta lubuska

Co ja pacze?!

YouTube Preview Image

Uważajcie, jak będziecie, miłe panie, na nabrzeżu :)

Zdesperowana dziewczyna stoi na nadbrzeżu i chce popełnić samobójstwo. Widzi to młody marynarz, podchodzi do niej i mówi:
- Nie rób tego! Zabiorę cię na pokład naszego statku, ukryję, przemycę do Ameryki i zaczniesz nowe życie. Przez cały rejs będę cię karmił, będę ci dawał radość, a ty będziesz mnie dawać radość. Jeszcze nie wszystko stracone.
Dziewczyna, jeszcze pochlipująca z cicha, postanowiła dać sobie jeszcze jedną szansę i poszła z nim na statek. Jak obiecywał tak zrobił – ukrył ją pod pokładem, raz na jakiś czas podrzucał jej kanapkę, jakiś owoc lub coś do picia, a całe noce spędzali na miłosnych igraszkach. Sielankę przerwał kapitan, który pewnego dnia odkrył kryjówkę dziewczyny.
- Co tu robisz? – zapytał surowo.
- Mam układ z jednym z marynarzy. Zabrał mnie do Ameryki, karmi mnie, a ja mu pozwalam robić ze mną, co chce. Mam nadzieję, że Pan go nie ukarze?
- Nie – odpowiedział kapitan… – Chciałbym jednak, żebyś wiedziała, że jesteś na pokładzie promu Wolin-Świnoujście-Wolin

Dobranoc

Wiecie, po czym poznać dobrą piosenkę? Nie, nie po tym, że się nam podoba, bo każdy ma różne gusta. Ktoś mądry (tu ukłon w stronę mojego taty Dżona) powiedział mi kiedyś, że dobra piosenka obroni się nawet jak będzie bez ozdobników. Czytaj: bez teledysku, bajerów, wokalizerów, wszystkich dodatków, panienek z chórków itp. itd. Tylko człowiek, instrument i głos.
To jedna z tych piosenek. Aj… :)

YouTube Preview Image

Niemiec u bram!

Żeby nie było: bardzo lubię Niemców. Cenię ich za świetny program ,,Liebe sunde”, który jako młodzian oglądałem namiętnie na Pro7, uważam, że Angela Merkel to piękna i czarowna kobieta, a proszki do prania z Niemiec są najlepsze na świecie. No, żeby nie było. A teraz do rzeczy. I jeszcze tylko przysięgnę, że to, co napisane jest poniżej, to sama prawda.

W nocy miałem jakiś popieprzony sen. Śniło mi się, że była wojna, ja ukrywałem się w jakiejś chacie czy ziemiance, miałem metalową menażkę z resztką wody, jakiś karabin i pistolet, dookoła strzelali, ja strzelałem, kryłem się gdzieś po lesie, zewsząd dobiegały jakieś niemieckie okrzyki, jakieś ,,hande” jakieś ,,raus” no generalnie wszystko, co umiem po niemiecku, czyli wojenne okrzyki raczej wroga niż przyjaciela. Ganialiśmy się w mundurach, ludzie ginęli, no trauma straszna. Pamiętam, że złapali mnie w końcu, była jakaś szarpanina, coś znowu krzyczeli po niemiecku… Masakra.
Obudziłem się rano może nie zlany potem, ale nieźle skołowany. No ale nic, to tylko sen, prawda. Kawa, kąpiel, ubrałem się, wychodzę z klatki i pierwsze – Bóg mi świadkiem – pierwsze, co słyszę, to ostry głos gościa idącego w moim kierunku: – Baaaaaastiaaaan! Komm hier! (czy jakoś tak).
Okazało się, że koło mnie jest maluch, którego tata woła i najwyraźniej przyjechali tu w gości.
Przysiągłbym, że automatycznie ręka powędrowała mi do pasa w poszukiwaniu kabury, ale ów pan, co wołał, skinął przyjaźnie głową i pobiegł za Bastianem.

I pomyśleć, że oni wymyślili Liebe Sunde!

P.S. Po dłuższym przemyśleniu chciałem jeszcze dodać, że bardzo lubiłem i lubie Modern Talking, na ścianie miałem kiedyś plakat Davida Hassleleslslekdkcofdfmfbvhofa z tym czarnym wozem, lubię czekoladę niemiecką tę taką z orzechami i prześwitującym okienkiem oraz że moim zdaniem niemieccy piłkarze mieli najlepsze koszulki na mundialu w bodajże 1990 r. Czego nie mogę powiedzieć o ich wąsach. A dodaję to, by nie być posądzonym o jakiekolwiek uprzedzenia.
P.S. Dobrze, przyznaję się, z Angeli – we wstępie – nieco pożartowałem.

:)

Wiecie, po co są dni do dupy? Wiecie po co są chwile, gdy macie ochotę wszystko i wszystkich przejechać walcem? Po co są takie momenty, kiedy macie wrażenie, że nie jesteście na dnie, ale sto metrów pod mułem? Mianowicie takie dni są po to, by… potem nadchodziły takie piątki jak dzisiejszy.

YouTube Preview Image

 

Perfect day :)

YouTube Preview Image

Dobranoc :)

Na punkie muzyki mam pierdolca. Totalnego. Na 24 godziny, jakie ma doba, towarzyszy mi przez około 18 godzin. Czasami więcej. Przez cały dzień , gdy pracuję, mam muzykę na odsłuchu, cały czas mam ją w słuchawkach gdy gdzieś idę, jadę lub na coś czekam. Od kilku tygodnie śpię też ze słuchawkami na uszach. Naprawdę. Mam całą noc włączone radio.
Mam takie piosenki, które sprawiają, że mam ochotę śpiewać je na całe gardło, wiecie, wykrzyczeć je od początku do końca. Idę sobie ze słuchawkami na uszach albo jadę ściśnięty w autobusie z poważną miną, a ludzie nie wiedzą, że tak naprawdę w środku drę się, jak bym jechał sam :) (choć czasami drę się naprawdę jak w ostatni weekend :D – podobno ten, kto widział mnie śpiewającego, widział już wszystko i może umierać!)
Tak mam też z tym utworem. Uwielbiam go za optymizm nawalający z każdej nuty, za genialne słowa, za supergłos Adama Levine’a w refrenie. To jedna z moich piosenek doskonałych.

YouTube Preview Image

I weź się nie wkurdenerwuj

Od lat sól i kawę mam w niemal identycznych pojemnikach, które stoją obok siebie. I od lat powtarzam sobie, że trzeba to zmienic, kiedyś się pomylę. I co? TADAM! Kiedyś nadeszło dziś.
Wyciągnąłem sobie dwa dorodne filety z kurczaka, ładnie wszystko przygotowałem, ręka leci do szafki, wyciągam pojemnik, otwieram, wkładam paluchy, posypuję filety i… KUR!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! właśnie pokawowałem swoją kolację. Widzieliście filety w kawie? Wyglądają jak ryba we wiórkach czekoladowych. Może i Najdżela takie jada, ale ja jestem zwolennikiem normalnej kuchni.  Co było zrobić? Umyłem filety z kawy i – już sprawdzając zawartość pojemnika – posoliłem. Powiem wam, że chyba niedokładnie, bo nigdy nie byłem taki nabuzowany i pełny energii po kurczaku.
Teraz czekam na dzień, gdy zrobię sobie kawę z soli.

 

Takie tam… :)

Tyracie jutro? Nie zazdroszczę. Ja mam wolne. Choć oczywiście zaplanowałem sobie masę zajęć :)

YouTube Preview Image

Kawa, kawa, kawa!

Wiecie, gdzie jest najlepsza kawa w Gorzowie? Nie, nie w kawiarniach i knajpkach (choć w Red, Cafe Costa czy nawet Lamusie jest całkiem dobra). Najlepsza kawa w mieście jest w… wodociągach.
A dokładnie w Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji przy ul. Kosynierów Gdyńskich. Zawsze gdy idę do dyrektora Andrzejczaka na jakąś rozmowę, pyta mnie, czy chcę kawy. Ja zawsze grzecznie odmawiam, ale on pyta raz jeszcze, a że ja odmawiam tylko raz, to odpowiadam: tak.
I pani z sekretariatu uruchamia taki wiecie, kosmiczny ekspres wielkości mojego mieszkania, który na koniec strzela boską, idealną kawą. I tylko dyr. Andrzejczak ze wszystkich ludzi, jakich znam, nie patrzy krzywo, jak wsypuję do filiżanki pięć, sześć łyżeczek cukru.
Po co o tym piszę? Z dwóch powodów. Po pierwsze: chce mi się kawy, a przeciez nie będę co rano ganiał do wodociągów na filiżankę. A po drugie: jeśli firmie siądzie sprzedaż albo trzeba będzie podreperowac budżet, proponuję urządzić w jednym z pokojów minikawiarenkę z tą kawą. I puszczac po 5 zł za filiżankę. Się zarobi!

Dobranoc :)

YouTube Preview Image

Aj…

Co za dzień :)

YouTube Preview Image

Wiosna idzie

Rano, gdy wychodze z domu, najpierw patrzę na samochody. Białe? Białe. Zamrożone jak kiełbasy w zamrażalniku? Tak. Mróz pali w dłonie jak ostatni skurwysyn, ale potem jest coraz lepiej, coraz ładniej, coraz bardziej słonecznie. Jak teraz. Jest 10.35 a słońce cudnie świeci na biały kościółek. Piękny dzień! :D

YouTube Preview Image

Na górze róże…

… na dole lilia pływa
jestem uśmiechnięty
bo napiłem się piwa :)

YouTube Preview Image

Zrobiłem sobie tatuaż!

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

co prawda długopisem, ale Nataszy się podobał.

Miły dzień dziś. Wiecie, jeden z tych, po których człowiek sobie myśli: – Kurczę, aż szkoda kłaść się spać, bo i tak nie zasnę.

Dziś byłem świadkiem przezabawnej rozmowy przez domofon. Dzwoni do kogoś facet. Słychać głos jakiejś pani:
- Kto tam? – pyta.
- Ja – mówi facet sprzed klatki.
- ,,Ja” to jestem w domu. Więc to najwyżej możesz być ty – odpowiada głos z domofonu.

Nie wiedziałem, że mam w bloku jakąś mistrzynię ciętej riposty!

 

A już jutro…

Pamiętajcie: środa, 18.00, plac Grunwaldzki. Musicie tam być!

YouTube Preview Image

Dobranoc :)

Nem tudtam ellenállni:)

YouTube Preview Image

Środa, 18.00, plac Grunwaldzki

Nie wiem jak wy, ale ja w środę o 18.00 będę na placu Grunwaldzkim, gdzie gorzowianie chcą zaprotestować przeciwko podpisywaniu przez polski rząd tzw.  ACTA. To nic nie kosztuje: po prostu przyjdźcie. I pamiętajcie: Ideas are bulletproof!

YouTube Preview Image

A to najlepszy fragment z ,,V jak Vendetta”. Oczywiście stawię się w środę na placu z taką własnie maską :)

:)

Gdy obudziłem się dziś rano, wierzcie mi, o wszystkim spodziewałem się rozmawiać, ale nie Gunsach. A tu taka niespodzianka. Macie, słuchajcie, drzyjcie ryja. Jak ja :) No i podziwiajcie Slasha :D DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

  YouTube Preview Image

 

P.S. Jestem pewny, że gdyby Graża, czyli moja mama, była  mamą Slasha, po kazdym koncercie słyszałby od Niej biedaczek: – Slash, dlaczego ty po tej scenie bez koszulki i czapki chodzisz? Chcesz być chory? No chcesz?!

Zielonogórzanin

… wygrywa bilet na tramwaj za uważne czytanie bloga :)

zapraszam po odbiór nagrody: Gorzów, ul. Warszawska 6 :)

 

Dobranoc

YouTube Preview Image

Dzięki Dżon!

Tata mój jedyny, po tym, jak się dowiedział, że niszczę słuchawki z prędkością światła, podarował mi porządne słuchafony. Soniacze, spore, douszne, ale – przede wszytkim – z zajebistym basem. Właśnie słucham sobie piosenki poniżej na full. Dżwięk taki, że rozwala głowę. Dzięki, Dżonie.

YouTube Preview Image

 

Lubię niedzielę, choć śmierdzi poniedziałkiem :)

YouTube Preview Image

Niewyspanie

Zawsze kiedy jestem strasznie niewyspany, obiecuję sobie, że tym razem wieczorem położę się o 20.oo i będę spał jak dziecko. Tylko że mi nigdy nie wychodzi. Też tak macie? Wczoraj nie wyszło i dziś też nie wyjdzie. Ale mam taki plan, że pewnego dnia wyjdzie. Będę spał do 14.00 i wyśpię się za wszystkie, wszystkie, wszyyyyystkie czasy :)

YouTube Preview Image

Maj szerrrrrri!

YouTube Preview Image

WTF?!

Gdy myślę, że Nata już niczym mnie nie zaskoczy, ona rozwala mnie na łopatki…

19.00. Po całym dniu w robocie padam na łóżko jak martwy. Leżę sobie na  placach i dumam z zamkniętymi oczami. Nata przynosi do pokoju klocki, wdrapuje się do mnie i w ciszy patrzy jak ,,śpię”.
- Tata, obudź się – mówi grzecznie po chwili.
Ja nic.
- Tataaa, obudź się – mówi głośniej.
Ja nic.
- Taaaaaataaaaaaaaaa! Obudź sięęęęęęęęęę – krzyczy.
Ja nic.
- TAAAAAAATAAAAAAAAA!!!!! OBUDŹ SIĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘ – drze swoją mordkę tak, że ledwie daję radę ale…
Ja nic.
Wtedy zapada na sekundę złowroga cisza. Po ułamku sekundy czuję jej buzię tuż nad moją twarzą. Bierze moje rzęsy lewego oka w dłoń, z całej siły rozchyla je na boki i krzyczy do mnie (i mojego przerażonego oka): – Nie śpij!!!!
Ja w końcu do niej: – A co będziemy robić?
A Nata (rozpierdalając mnie kompletnie): – Potańczymy barokowy taniec.

Po czym zwleka mnie z łóżka, kłania się jak w filmach, wyciąga dumnie dłoń przed siebie, każe mi zrobić to samo, przykładamy dłonie i tak stoimy przez chwilę. – A teraz wiruj ze mną – zarządza. I wirujemy.

A Wy? Czy tańczyliście dziś barokowy taniec?

One more time :)

YouTube Preview Image

 

Jak Lubicz

Jak byłem młody, zawsze chciałem być jak doktor Lubicz z Klanu. A przecież on niemal co odcinek po pracy w przychodni przychodził i walił koniaczka. Znaczy się – uściślę, żeby nie było – nalewał sobie szklaneczkę i sączył dla poprawy humoru. Jako że doktorem już nie zostanę (ręce mi drżą, nie lubię cudzych wydzielin, nie wyobrażam sobie siebie w kitlu), więc ta wersja bycia doktorem mi nie grozi, pozostaje mi Lubiczowa szklaneczka.
Dziś więc – choć humor mam znakomity – też sobie coś walnę. I to nie byle co. Otóż moja mama Graża, z powodów kronikarskich nadmienię, iż jest to zwolenniczka tezy, że jestem już niemal alkoholikiem, bo nie piszę ,,o niczym innym jak o piciu i ludzie na pewno myślą, że mam problem” podarowała mi… Ha! Nalewkę miodową na miodzie pszczelim. Trzymałem ją w lodówce przez kilka tygodni, żeby się wytrącił osad – najlepszy dowód naturalności miodu. Się wytrącił, to czas na komsumpcję.

Wasze zdrowie! :D

Że tak powiem…

Środa, środa, środa… Ech!
Znacie tę piosenkę? Nucę od popołudnia!

YouTube Preview Image

Kto się nie wyspał – ręka w górę! :)

YouTube Preview Image

Pięknie jest!

Ja wiem, że niektórzy mają jakieś styczniowe przesilenia, doły, jakieś łapią deprechy i dają się zmartwieniom. A ja – jak na złość pogodzie – czuję, że mogę cholera góry przenosić. Poważnie. Jak macie jakąś górę do przeniesienia, to dajcie znać! Jakiś taki jestem cholera pozytywnie naładowany, jakiś taki tuż nad ziemią, taki… jakby najarany (yyy… papierosami oczywiście). I to wszystko na trzeźwo!!!
Pięknie jest! Wiosną już pachnie :D

 

YouTube Preview Image

Mam jazdę na Briana

Od wczoraj Brian Adams mi gra w głowie. A to wygrzebałem dziś:

YouTube Preview Image