platforma blogowa portalu gazeta lubuska

Luzy rajtuzy

Ja narzekałem na zimną wodę lejąca się z prysznica? Ja? Ale jesteście pewni? Na sto procent to był Rusek? No bo jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Dziś rano – choć woda ciągle jest lodowata – kąpałem się już z przyjemnością. I to nie że tak wiecie, jak cieniasy: polewamy się, namydlamy, spłukujemy. I wszystko na wstrzymanym oddechu, bo zimno. O nie. Nawet sobie nieco kąpiel przedłużyłem i postałem pod tym strumieniem górskim potokiem niemalże i radość z chłodu owego, jak policzek Królowej Śniegu, czerpałem

Wiem, że zabrzmi to nieco, hm, niezbyt dobrze, ale podczas kąpieli myslałem o moim koledze Pawle Wańczko z Zielonej Góry (hej, hej, pewnie to czytasz). A myslałem o nim nie dlatego, że się akurat namydlałem, tylko dlatego, że chciało mi się pokazywać faka prysznicowi i tej zimnej wodzie i wykrzyczeć im ,,LUZY, RAJTUZY”! Znaczy, że wszystko jest w porządku i wcale nie cierpię. A luzy rajtuzy mówi własnie Wania.

Ale babeczka!

Dziś rano znowu męczyłem się pod prysznicem z lodowatą wodą. Wmawiałem sobie, że jestem owłosionym zbójnikiem, który po nocnych hulankach (hej!) zażywa kąpieli w wartkim strumycku (hej!). Ale wiele to nie dało. Zimno było jak diabli i natychmiast uświadomiłem sobie, że jestem Ruskiem, który po prostu kąpie się w lodowatej wodzie.
Mniejsza o to. Bo tak około 10.30 humor poprawiła mi Tatiana. Przyniosła do firmy własnoręcznie zrobione czekoladowe babeczki z malinami. Zjadłem jedną. Potem jeszcze jedną. I jeszcze jedną. Czyli – jak by nie patrzeć – jedną :)

Ale i tak humor mi psuje myśl, że pod prysznicem do piątku włącznie dybie na mnie lodowata woda. Jednakże dla stłumienia tej złej myśli ułożyłem o tej zimnej wodzie wierszyk. Podobno ośmieszenie wroga we własych oczach zmniejsza jego grozę…. Oto on (kopyrajt baj rusek):

Zimna woda na łeb leci
I obkurcza to i owo
Płaczą więc górczyńskie dzieci
Płaczą codziennie na nowo

Na nic teksty są: to zdrowo!
I o ciała hartowaniu
,,Zimno” bowiem to ,,ch….wo”
Nic po waszym mi gadaniu!

Jeśli jednak ktoś się uprze:
,,Zimna woda? To jak w niebie”!
Propozycja ma: pojutrze
Rusek kąpie się u ciebie

Wiem, wiem, wiersz jest super. Ale najbardziej łzy wyciskają te ,,górczyńskie dzieci” co nie?

Magiczne słowo na k….

Nie mam ciepłej wody. PEC coś tam dłubie w ziemi i nie mam ciepłej wody. Nie ma jej całe moje osiedle. Podkreslam: nie mam ciepłej wody. Mam tylko zimną. I w takiej musze brać prysznic. I to nie jest dobre. To nie jest miłe. Bo im dłużej ta woda leci, tym jest zimniejsza. A na dworze też jest zimno. I kapiel przypomina pływanie w lodzie. I to – wiem, że się powtarzam, ale musze oddać moje cierpienie – nie jest miłe.
Dlatego wymyśliłem sobie, że będe sobie wmawiał, polewając się lodowatą wodą, że jest lipiec, na dworze 40 stopni w cieniu, a ja własnie wróciłem z dwugodzinnej wycieczki rowerowej, jestem spocony, jest mi gorąco i SAM nastawiłem sobie taką lodowatą wodę. I to nawet działa. Ale przez pierwsze 10 sekund. Potem jest po prostu zimno. I pomaga mi powtarzanie przez zaciśnięte zęby ,,kur…, kur…, ku…, kur…” i tak przez całą kąpiel.
Za to po wyjściu spod prysznica jestem świezy i jędrny jak młody pomidor.

Coś za coś. Choć przeraża mnie, że coraz bardziej upodabniam się do Adasia z Dnia Świra.

Jeszczę raz dzięki, PEC-u.

Być jak Barack Obama

Fajnie nazywać się jak ktoś znany. Może nie koniecznie Urlich von Jungingen, ale jak np. Jerzy Sthur to już całkiem, całkiem, co nie? A znam gościa, który nazywa się jak Krzysztof Krawczyk. Czyli po prostu Krzysztof Krawczyk. Znamy się już wiele lat, a do dziś pamiętam, jak lubiłem wprowadzić trochę zamieszania w jakimś gronie, mówiąc, że pracuję z Krzysztofem Krawczykiem albo że ,,idę go zmienić”. Wszyscy mówili: – Tego Krawczyka?! A ja odpowiadałem: – Tak tego (bo w końcu był dla mnie tym, a nie innym, no nie?).
Po co o tym piszę? Bo Krzysiu niedawno odkrył mojego bloga, uświadomił sobie, że czytają go miliardy fanów z całego świata i chciał, bym o nim wspomniał. No to proszę bardzo. :)  
Ktoś jeszcze sobie życzy?

A ty? Umiesz pierdnąć okiem?

Znam wiele osób, które mają kompletnie niepotrzebne ale bardzo zabawne umiejętności. Mój przyjaciel Jacewa potrafi machać rękami tak, jakby od łokcia w dół były wiatraczkami. Przydatność? Zerowa. Ja sam potrafię strzelać z policzków i zgiąć palec serdeczny na odcinku paznokcia. Umiem też udawać jam session (długa historia). I tak mógłbym długo wymieniać. Ale wszystkich przebił swoim wyznaniem Pikulin. On potrafi pierdzieć okiem. Nieźle, co? Przykłąda dłoń do oczodołu, odpowiednio zasysa powietrze i wychodzi z tego dźwięk… No, chyba każdy wie jaki.

Nie wiem, jaki z tego pożytek. Może nie potrafi wersji klasycznej…  W każdym razie powinien zgłosić się do nowej edycji ,,Mam talent”. Nie, nie wygra, ale może okaże się, że takich jak on jest więcej? I dadzą jakiś koncert? To by było coś…

Wieczór z Dżonym

Dżon, czyli John, czyli mój tata Jan. Siedzimy razem od 15.30. Ciągniemy browca i słuchamy starych piosenek z youtuba. Lata 70., 80., początek 90. Każda po 30 sekund, bo zaraz koniecznie muszę włączyć inną, albo jemu się jakaś przypomina. Mógłbym tak przez tydzień. Mam świetnego Ojca.

Przepis na szybką fazę

Nie macie czasu, a chcielibyście się szybko upić? Mocno, ale kulturalnie i pod kontrolą? Bo np. na drugi dzień wracacie po dwutygodniowym, nieudanym urlopie do pracy? I chcecie się znieczulić, ale rano być jak świeżynka? No to macie przepis Ruska: butelka wina (jeden pies, jakiego, umówmy się, że 99 proc. z nas nie ma pojęcia, co pije, ale niech będzie po minimum 15 zł za butelkę) i butelka coli. Mieszamy jeden do jednego i ciągniemy na trzy łyki. Działa.

Zero

Dokładnie tyle udało mi się wypocząć. Ponad dwa tygodnie urlopu i nic. Jestem bardziej zmęczony/wkurzony/padnięty/znudzony niż przed wolnym. A w czwartek melduję się w firmie. Szkoda gadać.

Chora służba zdrowia

Przy wypisie ze szpitala córa dostała skierowanie do poradni gastroenterologicznej. Super. Dzwonimy więc do poradni (żeby było jasne: jest ledwie połowa sierpnia) a tam pani grzecznie mówi, że nie ma już wolnych terminów w sierpniu. Ani we wrześniu. Ani w październiku. Ani w listopadzie. Ani w grudniu. Czyli w tym roku na pewno nas nie przyjmą. A w przyszłym? Oczywiście, że jest szansa, jak najbardziej. Ale… na razie nie można się zapisać na 2011 r., bo przecież dopiero jest sierpień 2010 r. A że przez pół roku choroba może się rozwinąć jeszcze bardziej? Cóż, najoględniej rzecz ujmując państwo ma to w dupie. Owszem, wszyscy ważniacy mają usta pełne frazesów o tym, że zapobieganie i wczesna diagnostyka jest lepsza i tańsza, niż późniejsze leczenie, ale w rzeczywistości tysiące chorych ludzi nie mają dostępu do specjalistów, bo czekanie pół roku czy rok to granda, a nie służba zdrowia. Do tej pory znałem to głównie z narzekań i skarg Czytelników, teraz mam to na co dzień.
Wiecie, dlaczego w Polsce nie ma takiego powszechnego dostępu do broni jak w Stanach? Bo ludzie wkur…. na służbę zdrowia masowo ostrzeliwaliby te wszystkie NFZ-ty, srety i inne ważne instytucje. Gdybym dziś miał shot-guna, sam bym parę nabojów wystrzelił. A tak pozostaje mi się wkurzać w domowym zaciszu.

Ja wiem, że nie powinno się nikomu źle życzyć, ale – wybaczcie – życzę ważniakom, którzy ustalają wszystkie reguły dotyczące zdrowia publicznego, żeby - gdy już przestaną być wazniakami, co to mają wszystko bez kolejek i po znajomości – choć raz przeczołgali się przez te wszystkie kolejki i procedury.

Ruscy potrafią!

Amerykańscy turyści wybrali się na spacer do rosyjskiego lasu. Pech chciał, że spotkali niedźwiedzia. Wrzask, panika, rzucają się do ucieczki. Niedźwiedź za nimi.
Nieopodal, na polance biesiaduje grupa Rosjan. Kocyk, wódeczka, zakąska, flaszeczki chłodzą się w strumyku. Pełna kultura, nie wadzą nikomu.
Nagle na polanę wpada wrzeszcząca zgraja i przebiega przez środek pikniku.
Kocyk zdeptany, wódka rozlana – granda!
Rosjanie gonią więc intruzów i spuszczają wszystkim wpiernicz.
Już trochę uspokojeni wracają na miejsce imprezy.
Jeden zauważa mimochodem:
- Ten w futrze to nawet nieźle się naparzał…

Mądry ma pecha

Pamiętacie, że głupi ma szczęście? A ja zaprawdę powiadam wam, że mądry ma pecha. Rano wyszedłem po bułki. Tak coś tam ciurkało z nieba, ale niewiele. A ja w sandałach, krótkich spodniach… I tak zrobiłem ze 30 kroków. Nagle pier….. z nieba, jakby kto wodę wiadrami lał. – Iść, nie iść… Pewnie zaraz przestanie – pomyślałem. I dawaj w ulewę. Oczywiście nie przestało padać. To znaczy przestało, jak skończyłem zakupy i doszedłem do domu.
Kiedy zrobi się pogoda? 19 sierpnia. Skąd wiem? Bo kończę wtedy urlop.

13 w piątek

O ludu! Dziś jest ten dzień. Brrrrrr. Uważajcie na spadające doniczki z balkonów, skróki od bananów, biegające luzem amstafy i nie popijajcie bigosu wodą.

13 w piątek! Tak, tak, dziś ta data. Mnie kojarzy się miło, bo gdy byłem młodziakiem, to w osiedlowym klubie oglądaliśmy horror o tym właśnie tytule, a w ów produkcji przed zamordowaniem młodych kobiet przez pana w dziwnej masce zawsze przeleciała w kadrze jakaś goła pierś…
Więc oglądaliśmy ten film niemal codzienie. Biedny pan instruktor pewne do dziś myśli, że byliśmy fanami horrorów.

Z urlopu…

Zachodzi facet do restauracji. Ubrany schludnie, ale widać, że ubranie znoszone. Siada przy stoliku i woła kelnera. Ten podchodzi, a facet go pyta:
- Przepraszam, a ryba u was jest?
- Oczywiście. Łosoś, tuńczyk, pstrąg…
- Nie, nie… Ja poproszę jakiegoś mintaja, albo coś takiego… Jak najgorszego i nieświeżego…
Kelner odrobinę się wzdrygnął, ale niewzruszenie mówi:
- W porządku, zaraz ktoś skoczy do marketu. Nie ma sprawy.
Facet kontynuuje:
- I proszę ją przygotować w specjalny sposób.
- Słucham?
- Proszę jej nie myć, nie rozmrażać, nie czyścić…
- Ale…
- Dużo soli! – ciągnął dalej facet – Ale tylko z jednej strony! Za to z drugiej strony pieprzu od serca! I Smażyć ją proszę bez oleju! Tak po prostu rzucić na patelnię i przypalić z jednej strony. Za to druga strona ma być kompletnie surowa…
Kelner osłupiały próbuje się wycofać, ale facet go zatrzymuje:
- I jak będzie mi pan rybę podawał, to proszę bez żadnych kurtuazyjnych “smacznego”, “proszę bardzo” czy innych. Proszę rzucić talerz na stół i warknąć: “Żryj k*rwa!”
Kelner odwraca się, po czym wypełnia co do joty polecenia klienta. Facet ze łzami w oczach wciska mu do kieszeni banknot 200-złotowy i mówi:
- Rozumiesz, kochany, trzeci miesiąc w delegacji… Tak mi się do żony tęskni…

Dziecko robi mnie w konia

Do mojego ukochanego Gorzowa przyjechała moja ukochana chrześniaczka Zosia. Na co dzień i od kilku lat ta wygadana pięciolatka mieszka w Irlandii, angielski ma opanowany perfect. Gadamy sobie dzisiaj, bawimy się w kwiaciarnię i w końcu zagaduję do niej: Zosia, powiedz po angielsku coś długiego (oczywiście myślałem o jakimś złożonym zdaniu).
A ona po krótkim namyśle do mnie z uśmiechem: ,,Heeeeeeeeeeelllllllllllllllllllllllooooooooooooooooooooooooooo. To było długie.”

I weź tu się nie osmarkaj ze śmiechu.

A tak w ogóle to nie  jest za fajnie. Urlop leci, strzelił już tydzień, a ja ciągle siedzę z córą w szpitalu. Teraz doszło jej zapalenie płuc. Ale na obiad dali dobrego pulpeta. Znaczy się…. Yyyyyy…. Tak odczytałem z jej miny oczywiście!  :)

Małe radości część 6

O kurczę. Na urlopie jest ich tyle, że nie mam kiedy spisywać. Jako że moja córa jest od wtorku w szpitalu, to całe dnie od rana do wieczora spędzam u niej przy łóżku. Tyle czasu wspólnie nie spędzaliśmy nigdy. Nikt tak nie udaje małego kota jak ona. Nawet małe koty. A moja żona i tak mówi, że moje wizyty skupiają się na wyżeraniu córce szpitalnego żarcia. Cóż.. .Coś tam czasem skubnę, skoro ona nie je.

Dziś jadłem gołąbki.

Dziś jadłem kurczaka nadziewanego szpinakiem.

Gdy wracałem piechotą ze szpitala padał cudny, ciepły deszcz.

W lodówce czekała zimna fanta.

Czego więcej chcieć?